Strona główna > Artykuły

Mrówcza praca u podstaw

Opublikowany 25 września 2017

Podział społeczeństwa na klasy jest faktem obiektywnym z którym trudno jest polemizować. Ludzie różnią się od siebie nie tylko zarobkami, ale również posiadanymi kwalifikacjami, wiedzą, sposobami spędzania wolnego czasu czy koligacjami rodzinnymi i towarzyskimi. Wszystko to składa się na „szansy życiowe”, których nierównomierne rozłożenie ma odbicie w stratyfikacji społecznej.

O ile nierówności same w sobie nie są złe, ich brak byłby równoznaczny z zahamowaniem postępu, o tyle ich dziedziczenie i kumulowanie należy uznać za coś wybitnie negatywnego. Każdy z nas ma przecież inne talenty, ambicje, upór w dążeniu do celu i dlatego powinien być za to wszystko właściwie wynagradzany. Inaczej ma się rzecz jasna sprawa z dziedziczeniem nierówności. Dlaczego dziecko z pracowniczej rodziny już na starcie ma być dyskwalifikowane w wyścigu o pozycję społeczną? Jedyną drogą prowadzącą do całkowitego wyeliminowania nakładających się z pokolenia na pokolenie nierówności jest pozbawienie możliwości materialnego dziedziczenia i wychowywanie dzieci przez państwo. Pomijając utopijność takich rozwiązań negatywnie odbiłoby się ono na samej kondycji społeczeństwa. Rozwiązania trzeba szukać gdzie indziej.

Edukacja! Darmowa edukacja, zgodna z ujednoliconym programem przygotowanym przez MEN. To ona próbuje dziś uchodzić za symbol egalitaryzmu, i to ona daje nadzieję dzieciom i ich rodzicom na przebicie szklanego sufitu. Chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że szkoła rzeczywiście “wyrównuje szanse”, bliższe przyjrzenie się sprawie nie pozostawia złudzeń. Rodzicę bardziej zamożni inwestują w swoje dzieci, w prywatne lekcje z korepetytorem, obozy językowe, naukę gry na instrumentach. Trudno jest rywalizować z nimi o ograniczone zasoby dzieciom, których rodzicę ze względów finansowych czy też niedoborów infrastrukturalnych (mieszkańcy mniejszych miejscowości) nie mogą zapewnić im takich samych szans zdobycia wykształcenia. Z pozoru niewinne różnice z wczesnych lat szkolnych będą z czasem coraz bardziej narastać, odbijając się nie tylko w kiepskich ocenach ale również w braku pewności siebie i zamknięciu nie tylko na innych ludzi ale i pojawiające się możliwości.

Co robić? Jako Praca Polska uważamy, że tam gdzie państwo nie domaga tam muszą wkraczać zdyscyplinowani i solidarni obywatele. Zdając sobie sprawę z tego jak bardzo istotne dla państwa jest młode pokolenie, pierwszą naszą akcję kierujemy właśnie do nich!

Nasz projekt kierujemy do dzieci z ubogich rodzin, których rodziców nie stać na prywatne lekcje z korepetytorem. Prowadzić będziemy indywidualne zajęcia z dziećmi i młodzieżą uczęszczających do szkół podstawowych i gimnazjalnych. Zachęcamy nie tylko potrzebujące osoby do zgłaszania swoich pociech na prowadzone przez nas zajęcia ale również chętne osoby do pomocy w ich prowadzeniu! Siła tkwi we wspólnocie!

Maria Pilarczyk