Strona główna > Artykuły

Czas na #ProSocialLife

Opublikowany 26 maja 2018

Każda próba zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej jest olbrzymim prezentem, który sprawiamy naszym politycznym wrogom. Słuszny sprzeciw wobec zaostrzenia przepisów jest wykorzystywany do budowania poparcia wśród zwykłych ludzi dla idei wrogich nacjonalizmowi. Dlatego z ubolewaniem obserwuje zaangażowanie nacjonalistów w ten spektakl, który staje się coraz bardziej nudny. W kolejnych Czarnych Protestach uczestniczyły dziesiątki tysięcy zwykłych kobiet, kolejne setki tysięcy wspierało jego idee. Na protestach ludzie oswajali się z lewackimi hasłami i symboliką, dla której poparcie będzie rosło w miarę zaostrzania się sporu.

Stojąc z kimś ramię w ramię walcząc o swoje prawa, automatycznie jesteśmy w stanie szybciej zaakceptować pozostałe poglądy jakie dana jednostka głosi, a także symbole, które w innych okolicznościach byłyby nie do przyjęcia. Zaczynamy się z nimi autoidentyfikować. Jest to typowa praktyka naszych politycznych wrogów, walcząc o sprawy ważne jak prawa pracownicze zyskują sympatię społeczeństwa, którą następnie wykorzystują do promowania swoich szkodliwych idei jak multikulturalizm.

Obecna dyskusja w sprawie ustawy antyaborcyjnej dotyczy przede wszystkim jej zaostrzenia i odnosi się do przepisów umożliwiających dokonanie aborcji w przypadku ciężkich i nieodwracalnych wad płodu. Jako młoda kobieta marząca o posiadaniu wielodzietnej rodziny, chcę mieć zagwarantowany dostęp do kompleksowej opieki medycznej, badań prenatalnych, a także posiadać możliwość wyboru. Wyboru czy chce poświęcać całe swoje życie wychowywaniu niepełnosprawnego dziecka, czy chce patrzeć na jego cierpienie i śmierć. Szanuje kobiety, które są zdolne do tak wielkiego aktu heroizmu, ale też absolutnie nie mam prawa oceniać decyzji kobiet, które postanowiła inaczej. Nie zgadzam się na wpędzanie kobiet w poczucie winy tylko dlatego, że skorzystały z obowiązujących przepisów, które jeszcze na szczęście nie zmuszają nas do rodzenia dzieci, które będziemy musiały od razu pochować.

W przypadku wad genetycznych czy anatomicznych płodu mamy do czynienia z dwoma typami wad, które wymagają osobnego omówienia. Pierwszym typem są wady letalne, które uniemożliwiają życie noworodka, umiera on najczęściej w trakcie porodu lub w przeciągu kilku godzin po urodzeniu, bardzo rzadko dożywają pierwszego roku życia. Tak straszna diagnoza musi być ciężkim ciosem dla wyczekujących przyjścia na świat swojego maleństwa rodziców. Jako osoby postronne nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić tego bólu jaki przeżywają te osoby. Możliwość wyboru pozwala rodzicom łatwiej uporać się ze stratą dziecka. To od nich zależeć będzie czy będą czekać na naturalne przyjście dziecka na świat, patrzeć na jego cierpienie i śmierć, czy zdecydują się przerwać ciążę wcześniej. Myślę, że nie ma tutaj miejsca na wartościowanie, nie ma wyjścia lepszego i gorszego, wszystko zależy od decyzji rodziców i powinno służyć zmniejszeniu ich traumy, skoro i tak dziecko nie ma szansy na życie. Dla jednych dobrym wyjściem będzie donoszenie dziecka, urodzenie, ochrzczenie, wzięcie w ramiona i pożegnanie, dla innych stanowić to będzie zbyt duży cios psychiczny, z którym nie będą sobie w stanie poradzić – kim jesteśmy żeby oceniać?

Kolejnym przykładem wad są wady pozwalające na stosunkowo długie życie, ale uniemożliwiające samodzielność i wiążące się ze znacznym opóźnieniem w rozwoju. Są to schorzenia wymagające stałego leczenia, rehabilitacji i opieki. Myślę, że w tym przypadku decyzja jest jeszcze trudniejsza i tym bardziej powinna być pozostawiona rodzicom, ponieważ może ona zaważyć na całym ich dalszym życiu. Życie z dzieckiem niepełnosprawnym wymaga wielu poświęceń, często całkowitego podporządkowania swojego życia, rezygnacji z siebie. Nie każdy jest do tego zdolny, nie każdy tego chce. Trzeba podziwiać osoby, które zdecydowały się na tak wielkie poświęcenie, ale barbarzyństwem jest zmuszanie do niego innych. Szczególnie wielkim barbarzyństwem, gdy weźmie się pod uwagę skalę (nie)pomocy państwa w opiece nad niepełnosprawnymi.

Decyzja o nie urodzeniu ciężko chorego dziecka nie może być rozpatrywana jako decyzja samolubna. Może wynikać ona z całkiem szlachetnych pobudek jak chęć zaoszczędzenia dziecku cierpienia, które i tak do niczego nie prowadzi, bo na końcu nie czeka normalne życie tylko śmierć, a ponadto wycieńczenie psychiczne i fizyczne rodziców. Wszystko jednak powinno spoczywać w ich rękach i to od ich woli powinna być uzależniona decyzja, państwo z kolei powinno ich w tej decyzji wspierać. Na pewno będzie ona lepsza niż odgórna decyzja bezdusznego ustawodawcy – jaka miałaby ona nie być.

Jesteśmy nacjonalistami czyli ludźmi dla których interes wspólnoty, a nie jednostki stanowi wartość najwyższą. Całkowity zakaz aborcji na pewno nie zwiększy przyrostu naturalnego w naszym kraju, na pewno nie uzdrowi nas moralnie, nie zwiększy poziomu życia,  ani nie poprawi naszej sytuacji na arenie międzynarodowej. Strach przed posiadaniem chorego potomstwa może za to skutecznie nakłonić do rezygnacji z posiadania potomstwa wiele kobiet. Co więcej posiadanie chorego dziecka, w większości przypadków, uniemożliwia posiadanie większej ich liczby z powodu wyczerpania fizycznych i psychicznych pokładów energii.

Jestem za to przeciwna liberalizacji prawa antyaborcyjnego, ponieważ ten “płód” stanowi nowe życie – wbrew temu co mówią liberałowie. Życie człowieka nawet na tak wczesnym etapie rozwoju posiada swoją wartość i jego dalszy rozwój nie może być zatrzymany z tak błahego powodu jak wielkość mieszkania, czy emocjonalna niedojrzałość rodziców. Z tego też powodu, szczególnie, sprzeciwiam się zaostrzeniu przepisów. Myśląc długofalowo, kiedy skończą się rządy Prawa i Sprawiedliwości – w przypadku zaostrzenia prawa antyaborcyjnego, co pokazują sondaże, nastąpiłoby to jeszcze szybciej niż myślimy – każdy kolejny rząd za punkt honoru weźmie sobie całkowitą legalizację aborcji i będzie miał w tym poparcie społeczne. Możliwe że nawet z tym postulatem na sztandarach będzie szedł po polityczne zwycięstwo i władzę. Bardzo trudny i żmudny będzie powrót z prawnie usankcjonowanej, całkowitej legalizacji aborcji do obecnego kompromisu, może to zająć wiele lat i wysiłku środowiska prolife. W ostatecznym rozrachunku zginie więcej istnień niż przy utrzymaniu obecnego stanu rzeczy. Należy więc postawić pytanie czy warto dla chwilowego uspokojenia swojego sumienia rozbujać tę huśtawkę nastrojów społecznych czy może lepiej stopniowo pracować nad trwałymi zmianami społecznymi umożliwiającymi godne życie chorych dzieci i ich rodzin, wpłynie to na pewno bardziej na zmniejszenie ilości aborcji niż zmiana prawa.

Nigdy nie rozumiałam skąd bierze się ta buta działaczy prolife, te wszystkie slogany “moje pokolenie powstrzyma aborcję”, przy jednoczesnym zaniedbywaniu realnej walki o to żeby jak najwięcej kobiet nie decydowało się na usunięcie ciąży w tak drastycznych przypadkach jak wady genetyczne płodu. Mam pewną radę dla środowisk opowiadających się za całkowitą ochroną życia. Zacznijcie od początku! Zacznijcie od walki o lepsze zabezpieczenie socjalne dla rodzin wychowujących niepełnosprawne dziecko tak żeby choroba dziecka nie oznaczała wyroku dla rodziny. Walczcie o godną opiekę medyczną zapewniającą jak największy komfort życia niepełnosprawnych. Rozejrzyjcie się wokół na pewno znajdą się osoby potrzebujące naszej pomocy, dawanie dobrego przykładu wsparcia byłoby dużo skuteczniejsze niż te wszystkie krwawe transparenty. Nie bądźcie hipokrytami!

Spośród wielu działaczy prolife znakomitą większość stanowią zwolennicy państwa minimum, dzikiego kapitalizmu, w którym nie ma miejsca nie tylko dla ciężko chorych dzieci, ale ludzi mniej zaradnych w ogóle. Nie obchodzi was jak będzie wyglądała jakość życia dziecka i rodziny, gdy to przyjdzie już na świat. Nie obchodzi was dramat poszczególnej jednostki. Obchodzi was tylko wasze drobnomieszczańskie sumienie i jego spokój. Tyle mówicie o adopcji jako rozwiązaniu dla aborcji, od nikogo nie słyszałam tylu słów pogardy dla kobiet, które oddają swoje dzieci jak od osób prolife właśnie. Ja rozumiem, że walka z kompromisem aborcyjnym jest dla was bardzo wygodna. Walcząc o godne życie narodzonych należy dawać temu wyraz w codziennym życiu, ktoś może zawsze powiedzieć “sprawdzam”. Walka o życie nienarodzonych opiera się tylko na abstrakcyjnych hasłach i jest wyłącznie graniem na emocjach, jest walką o coś na co i tak nie mamy większego wpływu. Jesteście wygodni dla władzy, jesteście wygodni dla wielkiego biznesu, jesteście wygodni dla lewaków jako straszak przed nacjonalistami. Coraz więcej z nas ma jednak dość ciągłego przeciągania tej zakrwawionej liny.

Nie chcemy brać dłużej udziału w tym sporze, dlatego opowiadamy się za podtrzymaniem obecnego kompromisu, który doskonale spełnia swoją funkcje, szanując poglądy i wrażliwość obydwu stron. Nie jesteśmy ProLife w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, nie chcemy skazywać rodziców i dzieci na cierpienie, nie chcemy mówić ludziom w sytuacji, której nie jesteśmy sobie w stanie nawet wyobrazić co mają robić. Nie jesteśmy ProChoice bo nie uważamy decyzji o dokonaniu aborcji za coś błahego, nie uważamy jej za zwykły zabieg, dlatego nie zgadzamy się by była ona wykonywana z powodu nieodpowiedzialności rodziców.

Jesteśmy ProSocialLife, chcemy godnego życia nie tylko dla dzieci rodzących się z wadami genetycznymi, ale również dla tych ludzi, którzy zapadają na różne ciężkie schorzenia w dalszym życiu. Chcemy silnego państwa wspierającego najsłabszych, a nie państwa moralisty, umywającego ręce i zostawiającego ludzi samych ze swoimi problemami. Chcemy publicznej, dobrze dofinansowanej opieki medycznej, zapewniającej rozległe leczenie i rehabilitacje, poprawiające jakość życia nawet nieuleczalnie chorych. Chcemy kompleksowej opieki socjalnej, wsparcia państwa w wychowaniu dzieci, szczególnie tych poważnie chorych, tak żeby posiadanie dzieci nie musiało się wiązać z całkowitym wycofaniem z życia publicznego, czy zawodowego. Chcemy wreszcie godnych płac tak żebyśmy byli w stanie sprostać finansowo wychowywaniu dzieci. Nie chcemy natomiast hipokryzji, traktowania nas jak osoby niemyślące, nieczujące. Czujemy znacznie więcej niż ustawodawca. To my, kobiety, czujemy bicie serca dziecka w swoim brzuchu, czujemy ich ruchy, czasami też czujemy, że przynosząc je na świat, przynosimy tylko ból i cierpienie.

Tyle mówi się na prawicy o wrażliwości kobiet, dobroci, o ich instynkcie macierzyńskim i wynikających z niego poświęceniach – dlaczego więc próbuję nam się odebrać prawo wyboru, działać przeciwko naszej naturze?  Jest wiele kobiet, które są w stanie poświęcić życie dla swojego nienarodzonego dziecka, jest to wielki wyraz ich miłości i oddania. Niemniej jako społeczeństwo nie mamy prawa zmuszać do czegoś takiego żadnej kobiety – pozwólmy być im bohaterkami, a sami sobie nie pozwólmy stać się katami niszczącymi zdrowia i życia kobiet, a także kondycję naszego społeczeństwa. Wybierzmy więc #ProSolcialLife, wybierzmy kompromis, wybierzmy wybór i podmiotowość rodziny!

Maria Pilarczyk,

Praca Polska