Strona główna > Artykuły

Kto jest w Polsce klasą pracującą?

Opublikowany 28 sierpnia 2018

Klasa pracująca, jako pojęcie określające część nowożytnego społeczeństwa, jest terminem, pomimo swojej przyziemności, kontrowersyjnym i wbrew pozorom niejednoznacznym. Chociaż jest to zasadniczny element socjologiczny, konieczny do użycia przy opisie podziałów społecznych, to często można się spotkać z jego rozbieżnymi interpretacjami i liczbami określającymi wielkość tej klasy w danym państwie.

Bez określenia czym i kim w jego rozumieniu jest klasa pracująca żaden ruch uznający, a wręcz aprobujący jej udział w społeczeństwie, nie jest w stanie skutecznie jej skutecznie reprezentować lub też uświadamiać, w przypadku zaniku jej samoświadomości, z czym mamy obecnie w Polsce bez wątpienia do czynienia. Kim więc są i ilu ich jest – przedstawicieli polskiej klasy pracującej?

Należy na początku tegoż tekstu jasno stwierdzić, że samo pojęcie „klasa” niestety wywołuje u wielu polskich prawicowców podniesione tętno i szybsze bicie serca. Osobom o poglądach tego typu zalecałbym jednak wzięcie na wstrzymanie i przeczytanie artykułu do końca, zanim okrzykną autora „komunistą” bądź innymi tego typu infantylnymi w 2018 roku zwrotami, w końcówce trzeciej dekady od upadku socjalistycznego PRL. Podział klasowy jest obiektywnym faktem społecznym, który wasi idole – np. aktualnie modni na prawicy kapitaliści pokroju Marka Jakubiaka czy Sławomira Mentzena doskonale sobie przyswoili i prowadzą oni ostrą walkę klasową w debacie publicznej.

Gorzej niestety wygląda poziom świadomości wśród grupy rozbieżnej w ich interesach – z polskimi pracownikami, którzy są notorycznie przekonywani o archaiczności interesu klasowego, a także o potrzebie kultu „prywaciarstwa”, który sprowadza ich do roli taniej siły najemnej, niegodnej udziału w profitach rozwoju gospodarczego, a także wykluczonej z wpływu na państwo.

Są oni w większości zupełnie wykastrowani ze świadomości o swoim położeniu społeczno-materialnym w klasie pracującej, ponieważ dominującym w Polsce siłom rodzimego i zachodniego kapitału, które w zasadniczych sprawach idą ze sobą pod rękę przeciw polskiemu pracownikowi, nie leży w interesie uświadomienie mu, że nie musi pracować w praktyce najwięcej w Europie; że nie musi zarabiać głodowej pensji, a także może być traktowany z szacunkiem. Nie natomiast notorycznie oszukiwany i pomiatany przez „patriotycznych” szefów, którzy doskonale wiedzą jaką klasę reprezentują i jak należy prowadzić tę nieustanną "walkę klas" o swój interes.

Polska klasa pracująca to pewien żywioł, który możemy ubrać w szacunkowe liczby. Otóż zakładając podział społeczeństwa na trzy podstawowe klasy: pracującą, średnią i wyższą możemy dość łatwo wyodrębnić je z aktualnego rozkładu wynagrodzeń:

Zgodnie z podanymi danymi, opracowanymi przez Główny Urząd Statystyczny, możemy łatwo określić liczebność klasy pracującej wśród osób pobierających wynagrodzenia na poziomie 90-95%. Dlaczego?

Otóż przy przeciętnym wynagrodzeniu na poziomie 4376,76zł brutto w październiku 2016 roku należy przyjąć założenie, że pod względem zarobkowym klasą średnią zaczyna się być na poziomie minimum 200% przeciętnego wynagrodzenia tj. ok 9 tys. złotych brutto, gdyż po zapłaceniu podatków zostaje z tej kwoty ok. 6,5 tys. złotych netto. Jest to kwota, za którą względnie można, w aspekcie materialnym, realizować ambicje i styl życia właściwy dla przedstawicieli klasy średniej w polskich warunkach. Nie jest to kwota wygórowana jak na życie np. w dużych ośrodkach miejskich, ale przyjmijmy ją dla bardziej ulgowego potraktowania sprawy.

Z założenia jakie przyjęliśmy wynika, że klasa średnia i klasa wyższa są grupami wyraźnie marginalnymi w polskim społeczeństwie, przyjmując wskaźnik wynagrodzenia. Jedynie 2,3% ujętych zarabia 300% i więcej przeciętnego wynagrodzenia i osiąga pow. 12-13 tys. złotych brutto miesięcznie.

 Jest to zdecydowanie zbyt mała grupa narodu aby móc utożsamiać ich dobrobyt z interesem całego narodu. Balcerowiczowska teoria skapywania od góry, jak widać po tych statystykach, zupełnie nie sprawdziła się jako praktyka zdrowego rozwoju materialnego Polski.

Mamy więc uchwyconą skalę przedstawicielstwa klasy pracującej w polskim świecie pracy, a co za tym idzie w ogólnej masie narodowej. Teraz warto pochylić się nad cechami wyróżniającymi tę grupę.

Pod względem światopoglądowym jest to grupa bardziej tradycjonalistyczna niż kapitaliści. Pokazują to m.in. badania prof. Henryka Domańskiego zawarte w jego książce „ Czy są w Polsce klasy społeczne?”, które pokazują, że np. akceptacja homoseksualizmu, zdrady małżeńskiej i utrzymania stosunków seksualnych przed ślubem była w badaniach przeprowadzonych w 2010 roku  u robotników wykwalifikowanych(14%), robotników niewykwalifikowanych(19%) znacząco niższa niż u wyższych kierowników i specjalistów(29,1%) czy właścicieli(34,7%).

Podobnie ma się porównanie odsetka osób z tych klas zgadzających się ze stwierdzeniem, że lesbijki i geje powinni mieć swobodę w układaniu sobie życia wobec własnych przekonań. W roku 2012 badanie wykazało, że aż 58,3% kapitalistów zgodziło się z tym stwierdzeniem, a 46,8% i 48% pracowników wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych, więc o 1/5 mniej, również wyraziło aprobatę dla tej tezy. Wykazuje to sporą, jak na przerażająco niski poziom świadomości klasowo-politycznej pracowników, odmnienność w podejściu do kwestii obyczajowych. 

Na poparcie twierdzenia o braku klasowej świadomości polskich pracowników można przytoczyć inne dane ze wspomnianej książki prof. Domańskiego. Otóż porównując udział w protestach, pod kątem klasowym, w czterech ich aspektach: udziału w demonstracjach, noszeniu nalepek, podpisywaniu petycji oraz bojkotach, w badaniu z 2012 roku, udział w pełnym spektrum wymienionych metod protestów społecznych zadeklarowało aż 43,3% wyższych kierowników i specjalistów, a jedynie 9,1% pracowników niewykwalifikowanych i 14,4% wykwalifikowanych.

Biorąc pod uwagę aktualną dynamikę i skład klasowy protestów liberalnej opozycji, poza protestami poszczególnych sektorów gospodarczych jak ratownicy medyczni czy rolnicy, tak naprawdę na polskich ulicach występują dzisiaj prawie wyłącznie przedstawiciele klasy wyższej lub średniej. Można to stwierdzić chociażby po charakterystycznych sposobie ich protestowania – noszeniu wpinek/nalepek. Analizowane badanie również wykazało, że najlepiej opłacani zdecydowanie częściej preferują(8%) tę formę protestu, wygodniejszą przy pracy kierowniczej bądź biurowej, niż robotnicy(0,1% + 2,6%).

Uchwyciliśmy polskę klasę pracującą w pewien rząd wielkości, a także umiejscowiliśmy ją pod względem wyznawanego kierunku światopoglądowego. Warto podsumować tę kwestię, która z perspektywy działaczy społeczno-politycznych odwołujących się do dziedzictwa narodowego ruchu robotniczego jest pewnym fundamentem przy tworzeniu współczesnego spojrzenia na sprawy społeczno-ekonomiczne z pozycji narodowo-robotniczych, bądź idąc językowo z duchem czasu narodowo-pracowniczych.

Klasa pracująca jest największą warstwą, która obejmuje dominujące masy narodu polskiego. Odwołując się do idei państwa narodowego należy właśnie na interesie tej klasy oprzeć fundament koncepcji państwa, w którym interes narodowy odgrywa naczelną rolę, przed wszelkimi innymi. Interes klasy pracującej jest, w warunkach legitymizacji demokratycznej, trwale zespolony z interesem narodowym. 

Oczywiście walkę klas, jako element antagonizmu wewnątrz narodu odrzucamy, ale z tym zastrzeżeniem, że takie zjawisko również funkcjonuje i patrząc realistycznie nie da się go wyeliminować z życia publicznego. Raz walka klas prowadzi do wzrostu tendencji narodowo-wyzwoleńczych i niepodległości jak w dawnych państwach kolonialnych, a raz prowadzi do daleko idącego konfliktu społecznego, który destabilizuje państwo. Jednakże jeśli nie jesteśmy w stanie czegoś wykluczyć, to musimy mieć zdolności do jego wykorzystania w imię interesu narodowego.

Jak pokazuje skala rozwarstwienia i pauperyzacji polskiego społeczeństwa trudno będzie znaleźć wspólny język nawet z rodzimymi kapitalistami, którzy czerpią ogromne zyski z wyzysku swoich rodaków, a przy tym w znakomitej większości nie dostrzegają szkodliwości swojego działania względem narodu. Jest to w zasadzie niemożliwe. Tak jak polska wersja kapitalizmu okazuje się wyjątkowo szkodliwa dla zdrowia i dobrobytu narodowego, tak polscy kapitaliści są elementem niebezpiecznym dla rozwoju Polski, których szkodliwy wpływ może powstrzymać jedynie silne państwo narodowe.

W zdrowym państwie narodowym, kierującym się ideami sprawiedliwości społecznej w polityce socjalnej, nie może być wyrządzanych tyle krzywd, ile dzisiaj musi znosić w milczeniu polski pracownik. Jak wykazałem w tekście jest on znacznie dominującą liczebie grupą w naszym narodzie, ale niestety, przy dużym udziale mediów i polityków, jest on pozbawiony w swej masie świadomości klasowej, która pozwoliłaby mu upomnieć się o interes swój oraz naszego narodu. Rozbudzanie tej świadomości, w połączeniu z wzrostem świadomości narodowej pracowników, jest wielkim zadaniem jakie stoi przed Pracą Polską. W tej walce nie będzie lekko, lecz sumienną pracą oddolną dotrzemy do wyznaczonego celu.

Krystian Jachacy,

Praca Polska