Strona główna > Artykuły

Chcą nam zakneblować usta

Opublikowany 27 czerwca 2019

We współczesnej Polsce, od 2015 roku rządzonej przez Zjednoczoną Prawicę z PIS w roli głównej, trudno już nadążyć za nagłymi i impulsywnymi zmianami legislacyjnymi. Obóz rządzący potrafi w jedną sejmową noc przegłosować kluczowe dla funkcjonowania państwa decyzje. Tempo prac nad kolejnymi, reakcyjnymi względem wydarzeń w przestrzeni publicznej, projektami zmian prawa coraz bardziej pogrążają nasze życie polityczne w atmosferze braku zaufania do organów państwowych oraz pogłębiają autorytarne zapędy rządzących neokonserwatystów.

Tym razem konieczność chwili i odpowiedzialność za przyszłe losy samego istnienia radykalnej opozycji wobec polskich rządów po 1989 roku zmusza nas do pochylenia się nad z pozoru prozaiczną i czytelną zmianą prawną. Otóż w połowie maja w środkach masowego przekazu oraz mediach społecznościowych rozgorzała wielka dyskusja o pedofilii, którą wywołała film „Tylko nie mów nikomu” reżyserii Tomasza Sekielskiego o problemie krzywdzenia dzieci przez kler katolicki.

Tę delikatną i elektryzującą Polaków sprawę postanowił wykorzystać PiS, który już 14 maja złożył w Sejmie Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw. Pomińmy główną część projektu, która dotyczy silnego zaostrzenia kar za czyny seksualne wobec dzieci i nieletnich, ale zwróćmy uwagę, co przy tej okazji rządzący postanowili przepchnąć bez potencjalnych oporów przez głosowania.
W projekcie, który próbowano sprzedać społeczeństwu jako słuszny i rzekomo zamykający sprawę pedofilii w Kościele Katolickim i wszelkich innych miejscach, znalazły się zmiany, które dotyczą zupełnie innych obszarów Prawa Karnego. Mianowicie autorzy projektu postanowili wprowadzić, opracowywane od wielu miesięcy, zaostrzenie artykułu 256 Kodeksu Karnego. Cóż się kryje za tym numerem?

Jest to artykuł Prawa Karnego, który dotyczy działalności politycznej. Być może ktoś z czytelników nie wie, ale w polskim prawie znajdują się, coraz częściej używane wobec radykalnej opozycji, zapisy, które penalizują poglądy polityczne pod zarzutem „propagowania ustroju totalitarnego” oraz „nienawiści na tle różnic (narodowościowych, rasowych itd.)”. Do tej pory ów artykuł zakładał za tego typu przestępstwa do 2 lat pozbawienia wolności, ale zgodnie z projektem, który zapewne zostanie podpisany przez prezydenta Andrzej Dudę i wejdzie w życie, będzie to już okres do 3 lat.

Samo istnienie tego typu przepisów, które penalizują jakiekolwiek poglądy polityczne, należy odbierać jako cenzura prewencyjna. Jako ludzie krytyczni wobec polskiej sceny politycznej musimy dążyć do poszerzania wolności słowa i aktywizmu, a co za tym idzie naturalnym jest postulat całkowitej likwidacji tego artykułu.

Warto przyjrzeć się dalszym postulowanym zmianom, bo są one dużo bardziej niebezpieczne niż wizja 3 zamiast 2 lat odsiadki. Zgodnie z projektem § 1 ma otrzymać nowe brzmienie: „§ 1. Kto publicznie propaguje nazistowski, komunistyczny, faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa, lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość,”

Co zdaniem władzy oznacza ten inny totalitarny ustrój państwa? Świetnie pytanie, ale dowiemy się tego, dopiero kiedy podporządkowani Ministrowi Sprawiedliwości prokuratorzy zaczną oskarżać nas za np. postulat innego modelu rządzenia państwem w przyszłości lub bezpośrednio za krytykę działań parlamentarnych. Idźmy jednak dalej, bo to dopiero początek, bo po § 1 planuje się dodać § 1a w brzmieniu: „§ 1a. Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje ideologię nazistowską, komunistyczną, faszystowską lub ideologię nawołującą do użycia przemocy w celu wpływania na życie polityczne lub społeczne.

Tutaj mamy znowu do czynienia z treścią nowego paragrafu, który daje nieograniczone możliwości interpretacji prawa przez prokuratorów oraz sędziów. Czym jest wpływanie na życie polityczne lub społeczne? Trochę ironizując na podstawie takich zapisów, możemy bez problemu skazać przeciętnego przechodnia, który pod nosem przeklnie, potykając się o nierówny chodnik i dopowie: szlag by trafił tych rządzących! Trzeba obalić tę władzę! Czy nie jest to ideologia nawołująca do użycia przemocy w celu wpłynięcia na życie ogółu? Dla jednego sądu nie, a dla drugiego, jeśli oskarżony określi się na dodatek jakkolwiek przy tym politycznie, już jak najbardziej.

Trzecią zmianą konieczną do omówienia jest modyfikacja drugiego paragrafu art. 256:
„§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, zbywa, oferuje, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 lub 1a albo będące nośnikiem symboliki nazistowskiej, komunistycznej, faszystowskiej lub innej totalitarnej, użytej w sposób służący propagowaniu treści, określonej w § 1 lub 1a.”

Tutaj mamy do czynienia z dodaniem tylu czasowników, żeby każdy kontakt potencjalnego przeciwnika politycznego z treściami, zdaniem odpowiednio poinstruowanego prokuratora był obciążający. Czy ktoś przesyłający mema z twarzą J. Stalina lub A. Hitlera, nawet wyśmiewającego ich osoby, podlegać będzie za to karze? I tutaj znów wszystko leży w gestii wymiaru sprawiedliwości.

Oczywiście, że aktualnie rządzący lub ich następcy, korzystając z tej świetnego knebla do zamykania ust, krytykom ich poczynań nie będą drażnić społeczeństwa i skazywać każdego przypadkowego użytkownika sieci za podteksty z historią XX wieku w tle. Jednakże czy ktoś ich powstrzyma przez skazaniem go, jeśli tylko zacznie w inny sposób wyrażać swoje niezadowolenie?

Nie można dać się czarować i ulegać narzuconym w Europie po wojnie „konsensusom antyfaszystowskim” lub „antykomunistycznym” w Polsce po 1989 roku. Krytyka tych przepisów jako takich, a już szczególnie przy takiej ich reformie jest obowiązkiem każdego przyzwoitego człowieka. Nikt kto krytykuje art. 256 KK nie jest przez to „nazistą” czy „komunistą”.

Uważam, że tego typu poglądy mają prawo sobie naturalnie wegetować na totalnym marginesie sceny politycznej, ponieważ jest to cena wolności słowa. Nie jest to żadne realne zagrożenie. W Stanach Zjednoczonych, które są przecież naszym aktualnym hegemonem militarno-politycznym, funkcjonuje nawet partia nazistowska i czy ktoś słyszał, żeby cokolwiek osiągnęła poza ciągłym ośmieszaniem się?

Argumenty „antytotalitarne” są tutaj totalnym… absurdem. Warto zwrócić uwagę, że podobne sformułowania, jakie są zawarte w tych przepychanych po cichu zmianach, były kierowane pod adresem Mateusza Piskorskiego, który jako lider partii Zmiana siedział osadzony w areszcie 3 lata(!) bez żadnego wyroku. Wszyscy działamy w celu wpływania na życie polityczne lub społeczne, często się bardzo różnimy, ale musi połączyć nas możliwość wzajemnej walki na wolności, a nie odgórne zjednoczenie jedną celą i jednym paragrafem. Trzeba więc wyraźnie walczyć z tym niebezpiecznym prawem.

Krystian Jachacy,

Praca Polska Warszawa

Link do historii legislacyjnej omawianych zmian w Kodeksie Karnym oraz ich pełnego projektu:

PROJEKT ORAZ PRZEBIEG LEGISLACJI