Strona główna > Artykuły

Gdyby nie Ursus, gdyby nie Radom…

Opublikowany 25 czerwca 2019

Czterdzieści trzy lata temu doszło do tzw. Wydarzeń Radomskich. Był to protest wymierzony przeciwko władzy, która postanowiła po raz kolejny zadrwić z obywateli. 24 czerwca 1976 ówczesny premier Piotr Jaroszewicz w sejmie ogłosił drastyczne podwyżki cen żywności. Mięso i wędliny miały zdrożeć o niecałe 70%, masło i sery o 50%. Najbardziej miał zdrożeć cukier i ryż. Kolejno o 200% i 150%. Miały wejść one w życie już cztery dni po ich ogłoszeniu. Władza liczyła się z zamieszkami i już wiosną zaczęła odpowiednia szkolenia ukierunkowane na tłumienie zamieszek. Już 23 czerwca w przeddzień wystąpienia premiera Jaroszewicza podniesiono gotowość bojową w jednostkach MSW, rozpoczynając „Operacje Lato 76”. Jednak nikt nie typował Radomia jako ogniska bojowego…

Wszystko zaczęło się w największej radomskiej fabryce – Zakłady Metalowe „Łucznik”. Na wydziale P-6 zatrudnionych było ponad 630 pracowników i to oni jako pierwsi się zbuntowali i nie podjęli pracy. Protestujący udali się za bramy zakładu i postanowili ruszyć dalej, zabrali ze sobą 3 wózki akumulatorowe. Po drodze odwiedzali pobliskie zakłady m.in. RZPS „Radoskór”. W tym samym czasie strajk okupacyjny ogłoszono również w położonych nieco dalej Zakładach Urządzeń i Instalacji „Termowent”. Tłum skierował się pod komitet PZPR znajdujący się na ulicy 1 maja. W tym samym czasie skierowano do Radomia oddziały ZOMO m.in. z Lublina, Kielc i szkoły oficerskiej w Szczytnie.

Koło godziny 11 protestowało już ponad 4 tysiące osób, które zażądali rozmów z kierownictwem partii. I sekretarz komitetu wojewódzkiego Janusz Prokopiak zadzwonił do sekretarza KC PZPR Jana Szydlaka, który oświadczył, że odwołanie podwyżek cen nie jest możliwe. Prokopiak, wiedząc, że zdesperowany tłum może zaatakować komitet, zdecydował się grać na zwłokę i ok. 12:30 poinformował protestujących, że władze centralne zareagują na protesty do godz. 14:00.

Po upływie tego czasu zniecierpliwiony i wściekły tłum wdarł się do budynku komitetu. Z okien zaczęły lecieć portrety Lenina. Zaczęto demolować budynek. Z masztu zdjęto czerwoną flagę i w jej miejsce wyeksponowano flagę narodową. W końcu protestujący postanowili podpalić budynek. Jednocześnie barykadując ulice, uniemożliwiając gaszenie budynku. Do protestujących dołączyli pracownicy drugiej zmiany, którzy zostali zwolnieni do domu oraz studenci. Walki z ZOMO trwały do godziny 21. Co najważniejsze już o 20 rząd wycofał się z podwyżek.

25 czerwca zginęło dwóch protestujących. Kilka dni później zginął kolejny człowiek w skutek pobicia przez milicjantów. „Rannych w zamieszkach zostało 198 osób. Milicja i ZOMO zatrzymały 634 osoby, a następnego dnia w trybie natychmiastowym zwolniono z pracy 939 osób. 25 osób osądzono jako prowodyrów wydarzeń. Osiem z nich skazano na kary od 8 do 10 lat więzienia, jedenaście otrzymało kary od 5 do 6 lat, a sześcioro – od 2 do 4 lat więzienia. Dodatkowo ok. 170 osób zostało skazanych przez kolegia do spraw wykroczeń. Straty materialne oszacowano na ponad 77 milionów złotych. W trakcie zamieszek spalono 5 samochodów ciężarowych i 19-osobowych, a pożar uszkodził gmach komitetu.

26 czerwca władze rozpoczęły w mediach, na stadionach i placach szeroko zakrojoną kampanię propagandową, która miała na celu potępienie i zdyskredytowanie protestujących, których nazwano „radomskimi warchołami”." Nie można zapomnieć, że tego dnia protesty odbyły się również w Ursusie i Płocku.

Dzisiaj mija kolejna rocznica tych wydarzeń. Od urodzenia mieszkam w Radomiu, więc ten dzień jest dla mnie bardzo ważny. Gdy dzisiaj jechałem do pracy przez wspomnianą wcześniej ulicę 1 maja, która obecnie nazywa się 25 Czerwca, czułem ogromną dumę z tego, że jestem Radomianinem, dumnym Warchołem.

Owe wydarzenia powinny być dla nas przykładem na to, że nieważne co zrobi rząd. Nieważne jakie ustali prawo, to MY obywatele powinniśmy powiedzieć ostatnie zdanie. Władza powinna czuć respekt przed ludem. Tylko wtedy możemy cokolwiek znaczyć. Inaczej jesteśmy tylko „zasobem ludzkim”, nic nie znaczącą masą na której można żerować. Tak nie może być. Nie możemy być bierni. Musimy tak jak robotnicy w 76 roku powiedzieć głośne i stanowcze NIE!

Karol Ozga,

Praca Polska Radom