Strona główna > Artykuły

Trzeba kota na te myszy

Opublikowany 12 grudnia 2018

Jak wielkie krzywdy w psychice Polaków poczynił system III RP, nie jest trudno dostrzec dla przeciętnego obserwatora życia publicznego. Ogromna zapaść pod względem relacji społecznych, znieczulica, brak wrażliwości społecznej i mentalny anarchizm – połączony z wyrzutem wobec wspólnoty i państwa – oto elementy często dominujące w życiu narodu na przestrzeni ostatnich trzech dekad. Skąd się biorą takie postawy wśród Polaków, którzy niejednokrotnie w historii pokazali swój zbiorowy heroizm w poświęceniu dla wspólnoty? Dlaczego społeczeństwo, które potrafiło odbudować Polskę z ruin po II Wojnie Światowej dzisiaj tak mocno zachłysnęło się neoliberalną, egoistyczną formą gospodarki?

Jak głęboko kapitalizm, który pojawił się w naszym życiu pełną gębą po 1989 roku, mocno wrył się w psychikę części Polaków możemy obserwować choćby w lecie, przy pojawianiu się w mediach dyskusji o zapotrzebowaniu na pracowników sezonowych, dla rolników hodujących np. truskawki.

Praca długa i ciężka, grzeje słońce, a zarobki są bardzo mizerne. Nic więc dziwnego, że biedniejsze rodziny, często wielodzietne, które dorabiały sobie taką formą pracy dodatkowej, rezygnują z niskopłatnego zajęcia dzięki otrzymywaniu transferu socjalnego w postaci 500+. Rodzice wolą pozostać przy samej pracy etatowej kiedy otrzymują te świadczenie i poświęcić więcej czasu dzieciom – co z punktu widzenia społecznego ma dwojakie korzyści. Po pierwsze rozwija, w ostatnich latach wyjątkowo zanikające przez rozwój techniki i wyzysk, relacje międzyludzkie w rodzinie. Po drugie wywiera presje na pracodawcę, aby był konkurencyjny na rynku wobec pracowników i podnosił wynagrodzenie.

I tutaj pojawia się konflikt pomiędzy Polakami. Część ludzi uważa, że pracodawcy stracą w tej sytuacji na podwyższeniu wynagrodzeń, a także podkreślają, że brak chęci do pracy w polu, przy takich zarobkach jest czystym… lenistwem i niszczeniem naszej gospodarki „żyjąc z socjalu, a nie z pracy”.

Jest to pierwszy objaw wpływu kapitalizmu na psychikę sporej części naszych rodaków. Albowiem zachowują się oni jak ofiary syndromu sztokholmskiego, które za najważniejszą perspektywę patrzenia na gospodarkę uznają spojrzenie przez interes przedsiębiorców, którzy stanowią nie dość, że grupę zdecydowanie mniejszościową (662 tys. wg PAP) względem ponad 16 milionów ludzi pracy najemnej, ale także grupę, która w polskich realiach często okazuje się bardzo negatywnie wpływać na ich pracowniczy los poprzez zaniżanie płac, nieprzestrzeganie zasad BHP i kombinacje w sprawie umów zatrudnienia. Jakby tego było mało, polscy kapitaliści, za pośrednictwem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, aktualnie twardo lobbują za wpuszczaniem do Polski mas imigrantów zarobkowych.

Jest to dość zaskakujące kiedy widzi się biednego pracownika, który broni przedstawicieli konkurencyjnej, dużo lepiej uposażonej grupy społecznej, choćby w temacie wspomnianej sezonowej pracy przy zbiorze truskawek. Część polskich pracowników okazuje się w tej sprawie być wsparciem dla praktyk wyzysku wobec innych polskich pracowników, którzy nie mając wyboru materialnego godzą się na ciężką pracę za grosze.

Moim zdaniem wynika to głównie z braku edukacji ekonomicznej i płynącego z tego braku zrozumienia dla swojej rzeczywistej pozycji w społeczeństwie. Przedstawiciele klasy pracującej są w przekazie medialnym mamieni wizją szybkiego zdobycia fortuny i pozycji – taki przekaz w telewizji i prasie jest stałą cechą ustroju kapitalistycznego, który forsuje maksymalizacje zysku i własność prywatną jako swój fundament. Przedstawiciele pracy najemnej zaczynają nienaturalnie myśleć o sobie jako np. członkach klasy średniej, która jeśli przyjmiemy nawet niezbyt wygórowane wymagania względem poziomu życia liczy sobie w Polsce raptem kilkaset tysięcy osób. Jest to brak wiedzy, ale także świadoma polityka utrzymywania spokoju, poprzez tę niewiedzę, w społeczeństwie.

Kolejnym przejawem spustoszeń w polskich głowach jest znieczulica i pogarda, jaką niewiele bogatsi Polacy darzą tych biedniejszych. Ile razy słyszymy, że ktoś jest nieudacznikiem i przegrał swoje życie? Ile razy ktoś wytknie nieróbstwo i lenistwo, pomimo stałego zatrudnienia? Ilu znamy ludzi, którzy obwiniają wykluczone rodziny za swoje niepowodzenia w biznesie jako obciążenie w rozwoju społeczeństwa? Zbyt często i zbyt wielu.

Pokaże to na prostym przykładzie. Idąc do baru typu fast food lub mlecznego zawsze staram się odnieść zastawę na wyznaczone półki lub oddać je bezpośrednio obsłudze żeby mieli troszkę lżejszą pracę. Jednakże obserwując postawę osób, które są ubrane w markowe ubrania, a płacąc wyciągają duży plik banknotów widzę odwrotny trend. Zostawiają oni ubrudzone naczynia i często odchodzą nie mówiąc nawet zwyczajowego zwrotu „do widzenia” na pożegnanie dla obsługi. Może ktoś powiedzieć, że nikt nie ma obowiązku ułatwiać innym pracy, ale jeśli komuś nie przejdzie przez myśl taka błahostka względem obsługującego go bezpośrednio pracownika to znaczy, że nie jest wrażliwy na ludzką pracę.

Robią tak zarówno młodzi jak i starsi. Bardzo często zauważam, że większe zrozumienie dla pracy przykładowej kelnerki wyraża obcokrajowiec-turysta, który przybył tu na moment niż rodak, który może być sąsiadem tej dziewczyny pracującej w ciężkiej fizycznie i psychicznie pracy z ludźmi. Jest to bardzo niebezpieczny objaw atomizacji społecznej – zaniku więzi międzyludzkich w narodzie i szacunku do ludzi pracy.

Podobnie rzecz się ma jeśli chodzi o stosunek do „rodzin 500+”. W zeszłym roku media rządowe rozdmuchały, skądinąd słusznie, wypowiedzi polskich „celebrytów” nt. obecności polskich rodzin nad Bałtykiem, dość niepochlebnie oceniających mniej zamożnych Polaków.

Taki właśnie stosunek prezentują często wyznawcy twardego kapitalizmu, którzy uważają, że bez ingerencji państwa poprzez regulacje, a także bez wpływu na sprawę publiczną „nierobów” i „darmozjadów na socjalu” odniosą niebywały sukces i fortunę. Będąc bezpośrednim mógłbym tutaj zapytać: ilu z was odniosło te zawrotne kariery? Macie start-upy, macie obniżone podatki na początek działalności gospodarczej, robi się dla także dla was specjalne strefy ekonomiczne, a także macie duże ułatwienia jeśli chodzi o przepływ towarów i usług w krajach Unii Europejskiej. I co, za mało?

Otóż okazuje się, że to dla większości tych osób to za mało. Jednakże podbudować swoje ego na wykluczonych, którzy często zostali zniszczeni we własnej Ojczyźnie przez różne nieuczciwe praktyki na rynku pracy, jest godne ludzi o tak rozbudowanych horyzontach i tak uzdolnionych.

 Tu wchodzimy w trzeci element odbicia piętna kapitalizmu na Polakach, który jest głęboko zakorzeniony w tradycji narodowej – anarchizm względem instytucji państwa. Każdy z nas, kto zna dzieje przedrozbiorowej Rzeczypospolitej wie, że jej upadek odbył się przy wielkim udziale rządzącej w niej szlachty. Bogata szlachta, żyjąca w wielu okresach z wyniszczającej pracy chłopów, stawiała wyżej swój prywatny interes niż interes państwa. Niestety to właśnie na jej spuściźnie bazuje dzisiejsza tożsamość narodu polskiego. To w niej dopatrywałbym się historycznych balastów polskiej psychiki zbiorowej w tym aspekcie.

Dzisiaj możemy się spotkać z rozbudzeniem dokładnie tych samych postaw. Wielu przedsiębiorców oraz ich rzeczników w społeczeństwie potrafić rzucać kalumnie w instytucje państwowe i podważać sens podatków, a co za tym idzie mentalnie odrzucać życie zbiorowe, którego instytucjonalnym wyrazem jest państwo narodowe. Często takie poglądy przejawiają ludzie deklarujący patriotyzm, a nawet… idee narodowe, mówiąc np. o ekletycznej i wewnętrznie sprzecznej wizji „narodowego kapitalizmu”.

Jest to aberracja, bo przyznając, że Państwo Polskie jest instytucjonalnie słabe, można rzecz „tekturowe”, to w gruncie rzeczy ma za zadanie bronić także polskich przedsiębiorców np. przed dominacją globalnych korporacji. Ma ono zapewnić wiele podstawowych elementów życia ludzkiego jak infrastruktura, służba zdrowia czy policja. Bez państwa większość drobnych biznesów byłoby natychmiast przejęte przez gangi i szabrowników, więc tym bardziej dziwi antypaństwowa retoryka. Jednakże to dość stara przywara Polaków, których część patrzy egoistycznie na sprawy wspólne.

Te zagadnienie psychiki zbiorowej Polaków jest swoistym kamieniem u szyi wszelkich inicjatyw na polu społecznym i narodowym, który odciąć będzie bardzo trudno. Tylko poprzez żmudną i wieloletnią pracę możemy sprawić, że polska dusza wyzbędzie się, tak dzisiaj silnie podsycanych, nastrojów indywidualizmu, przeradzającego się w egoizm jednostki. Polak mający świadomość dziejów swojego narodu musi być wspólnotowcem, ponieważ tylko jako zorganizowana i silna wzajemnymi więzami społeczno-ekononomicznymi wspólnota możemy podołać wyzwaniom, które opatrzność zrzuca na nasze barki.

Są to wyzwania często dla Polaków zbrojne, gdzie stanięciem na wysokości zadania jest stanięcie z bronią u polskiego progu i walka do końca. Jednak musimy dostrzegać także wyzwania mniej huczne i dramatyczne w swej poetyckiej wymowie. Każdego dnia życie gospodarcze zawiera z nami swoiste zakłady. Będziesz się rozwijał? Będziesz się bogacił i wspierał w tym rodaka, aby było to trwałe podniesienie materialnego bytu? To jest nasza codzienna walka, w której raz się wygrywa, a raz się przegrywa, ale obowiązkiem polskim jest stawać do nich każdego dnia i walczyć o kolejne zdolności i przestrzenie, wspólnie i dla narodu.

Krystian Jachacy,

Praca Polska