Strona główna > Artykuły

Czyny, nie słowa definiują to kim jesteś

Opublikowany 28 listopada 2018

Większość naszych rodaków dumnie twierdzi, że Polacy to naród, który nigdy nie klęka, który nie pozwala sobą pomiatać oraz nie pozwala na siebie pluć. Piękna sprawa bo to taka dumna i bohaterska postawa. Sam bardzo chętnie bym tak powiedział o naszym społeczeństwie, lecz niestety prawda jest zupełnie inna. Prawda jest taka, że mówimy tak patrząc na bohaterstwo naszych przodków, oni potrafili się upomnieć o swoje racje i prawa. Jak choćby robotnicy z Radomia i Ursusa, którzy bardzo radykalnie sprzeciwili się podwyżkom cen. Jak wszystkim wiadomo protesty nie były pokojowe, ale co za tym idzie – były skuteczne. Skoro takich ludzi stawiamy sobie za wzór to czemu sami pozostajemy cały czas bierni?

Historia na przestrzeni ostatnich stuleci, można powiedzieć eufemistycznie, nie rozpieszczała nas. To się nie zmieniło po przemianach ustrojowych. Wtedy najbardziej oberwało się nam zwykłym pracownikom. Kapitalizm, nie okazał się zbawieniem. Nie jest również jakimś magicznym zaklęciem, które odczarowuje codzienną szarość. Okazało się, że te przemiany ukształtowały relację na linii pracodawca – pracownik w taki sposób, że to ten drugi często musi się przed swoim „panem” płaszczyć. Co więcej, media różnego nurtu, niezależnie czy z lewa czy z prawa, od wielu lat wmawiają nam wolność. Na każdym kroku, mówią, że teraz żyjemy w demokracji. Co więcej utarło się taki myślenie w społeczeństwie, że każdy przejaw werbalnej agresji wobec rządzących jest zły. 


Spójrzmy na zachód Europy. Dzisiaj powinniśmy sobie za wzór stawiać Francuzów. Od razu mówię, żeby była jasność dla tych, którzy się teraz oburzają. Nie chodzi o liberalno – modernistyczny model kierowania państwem przez pana Macrona. Bo jak widać choćby w Calais – do niczego dobrego to nie prowadzi. Chodzi mi o postawę zwykłych francuzów. To są tacy sami ludzie jak my. Z tą różnicą tylko, że oni w porównaniu do nas – Polaków nie są nauczeni „życia na kolanach”. Wystarczyła kolejna podwyżka cen. Zwykła podwyżka akcyzy na paliwo spowodowała, że Francja zapłonęła. Powstała oddolna, niezależna społeczna inicjatywa „żółtych kamizelek”, która dosyć wyraźnie przedstawiła swój punkt widzenia na tę sprawę. Od dwóch tygodni Francję zalewa fala manifestacji, ponad dwa tysiące manifestacji w których udział wzięło przeszło 300 tysięcy osób. Blokady dróg, akty wandalizmu dla zwykłego polskiego zjadacza chleba mogą się wydawać czymś okropnym, jednak jak pokazuje historia takiego typu akcje są bardzo skutecznym orężem w walce z rządami, z systemem i innymi nowotworami toczącymi raka na pięknej europejskiej ziemi. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że społeczeństwo w ogromnej i przytłaczającej większości popiera protestujących.


Z piątkowego sondażu dla „Le Figaro" wynika, że aż 78 proc. Francuzów popiera postulaty protestujących, 77 proc. uważa, że są „odważni", dla 78 proc. „występują dla dobra narodu", 82 proc. zaś sądzi, że prezydent powinien wycofać podwyżki opodatkowania paliw – bezpośredni powód protestów.


Tymczasem w Polsce, rząd Prawa i Sprawiedliwości pod wodzą chyba najmarniejszego premiera jakiego pamiętam, deklaruje podwyżki cen paliwa. Warto zaznaczyć, że po przeliczeniu zarobków, my Polacy ”Ci dumni i waleczni Husarze”, za paliwo płacimy w Europie najwięcej. I co robimy z tym faktem? Nic, zupełnie nic. Chyba, że walką i protestem jest kliknięcie „wezmę udział” na Facebookowym wydarzeniu „nie zatankuje 26 listopada”. Skala jest nieporównywalna. Do prawdy nie rozumiem, czemu jesteśmy tacy pobłażliwi. 


Kolejnym przykładem jest protest przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego. W 2012 roku rząd Donalda Tuska postanowił, że będziemy pracowali dłużej. Wtedy protest wyglądał zdecydowanie lepiej niż dzisiejszy sprzeciw przeciw podniesieniu opłat za paliwo, jednak niestety również nie był skuteczny. Zdaję się, że dlatego, że zabrakło tam radykalizmu i agresji, której władza mogłaby się przestraszyć, a wiadomo, że jeśli się nie boją to mogą jedynie wyszydzić, co ówcześni rządzący z pychą i uśmiechem na twarzach niestety robili.


W 2014 roku analogiczna sytuacja wydarzyła się w Belgii i tym razem oni powinni być dla nas przykładem. W protestach udział wzięło ponad 100 tysięcy osób i tak długo okupowali ulice, aż tamtejszy obóz rządzący wycofał się ze swoich planów. 


Oba te przykłady, oraz podobne wydarzenia z historii jasno i dobitnie pokazują, że każdy ruch społeczny, każda inicjatywa pracownicza nie może być pobłażliwa. Protest musi być radykalny i gwałtowny, żeby nasi oponenci poczuli strach i respekt. Muszą się z nami liczyć, żeby traktować nas po partnersku. Koniecznym jest przełamanie obecnego statusu quo, w którym najsłabsze ogniwo pracowniczego łańcucha pokarmowego musi spoglądać wysoko do góry, aby ujrzeć swojego przełożonego. Z jednej strony rozumiem tych wszystkich ludzi, którzy boją się podejmować walki ze względu na możliwe konsekwencje prawne. System III RP jest tak zbudowany, że surowo karze wszystkich, którzy podnoszą na nich rękę.

Tutaj świetny przykład stanowią górnicy, którzy protestowali na początku 2015 roku. Przeciwko nim używano, gazu oraz broni na gumowe pociski. Z drugiej jednak strony brak reakcji uważam za tchórzostwo i egoizm, a jak wszystkim wiadomo egoizm jest postawą sprzeczną z ideą jaką wyznajemy.


Praca Polska zawsze stoi po stronie narodu, zawsze stanie po stronie pracownika w sporze z przedsiębiorcami. I jeśli ktoś będzie wyciągał rękę, żeby okradać pracowników, to Praca Polska dołoży wszelkich starań aby tę rękę odrąbać. Solidaryzujemy się z naszymi towarzyszami z Bastion Social, którzy czynnie biorą udział w protestach na ulicach.

Karol Ozga,

Praca Polska Radom