Strona główna > Artykuły

Wentyl bezpieczeństwa kapitalizmu

Opublikowany 6 października 2018

Kryzys imigracyjny to nie tylko problem tożsamościowy, to przede wszystkim problem klasowy! Co Polacy myślą o przyjmowaniu imigrantów? Jak to w naszym rozgadanym kraju bywa ilu Polaków tyle opinii, ale na potrzeby poniższego tekstu zrobiłam pewne uproszczenie i wyróżniłam trzy główne nurty w tym sporze.

Zacznę od najbardziej groteskowego środowiska, środowiska które bezwzględnie popiera masową imigrację. Nazwałam je środowiskiem groteskowym, ponieważ składa się na nie przede wszystkim lewica, a właściwie uzurpatorzy jej tradycji, którzy swoimi poglądami na temat imigracji wybitnie zaprzeczają sami sobie i swoim korzeniom. Osoba deklarująca się jako lewicowiec, która popiera masową imigrację robi to zazwyczaj z przyczyn mniej lub bardziej nielogicznych i naiwnych. Pierwszą z takich przyczyn i chyba najszlachetniejszą, jest właśnie naiwność i wiara w infantylnie rozumiany humanitaryzm i możliwość pogodzenia różnych sprzecznych interesów. Drugim jest świadome działanie na rzecz zniszczenia własnego społeczeństwa i kierowanie się czystą nienawiścią wobec swojego państwa i narodu. Trzecim, myślę że dominującym wśród czołowych działaczy, którzy animują proimigranckie nastroje,  jest świadome działanie na zamówienie swoich dotychczasowych sponsorów.

Imigranci to przecież skuteczny bat przeciwko pracownikom, nie wiem jak bardzo zaślepionym trzeba być żeby nie zauważać tych sprzeczności interesów jakie ma polska klasa pracująca, a migranci. Jak wskazują kolejne raporty NBP imigranci hamują wzrost wynagrodzeń w Polsce. Nie angażują się w działalność związków zawodowych, stanowią doskonały rezerwuar łamistrajków, co utrudnia samoorganizowanie się pracowników. Komu najbardziej zależy na utrzymaniu dotychczasowych, niskopłatnych etatów? Z perspektywy biznesu naprawdę intratnym rozwiązaniem jest wspieranie tzw. nowej lewicy, która robi doskonałą robotę torując drogę wielkiemu kapitałowi – czy to nie chichot historii? Stanowić to powinno też dla nas poważną lekcję, pokazuje bowiem że nie warto się uzależniać finansowo od kogokolwiek, nawet za cenę wolniejszego rozwoju. Żadna inwestycja w politykę nie jest bezinteresowna, co widać dziś po całkowicie rozbrojonej mainstreamowej lewicy, która staje ramię w ramię z biznesem przejmując nie tylko ich język, ale nawet cele. Widać to szczególnie w braku zainteresowania kolejnych rządów ich działaniami, nie są oni żadnym zagrożeniem dla neoliberalnej rzeczywistości, nie są więc poddawani represjom mimo często antypaństwowych haseł, w przeciwieństwie do wielu innych grup społecznych.

Następne środowisko, to środowisko twardo dbające o swoje klasowe interesy. Jest to środowisko liberalne, które mówi głosem klasy średniej i wyżej, które to klasy są największymi beneficjentami masowej imigracji. Dochodzi tutaj do bardzo egzotycznych spotkań, obok części narodowców, psychoprawicy spod znaku Pana z muszką, którzy tak lubią wycierać sobie twarze patriotycznymi frazesami, występują znienawidzeni, kosmopolityczni liberałowie głównego nurtu. Grupy liberalne w sprawie imigracji zazwyczaj jednak wprowadzają pewne rozróżnienie i mówią o potrzebie przyjmowania imigrantów, ale wyłącznie tych “pracujących”, chcą ich coraz więcej i coraz szybciej.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że podmiankę etniczną w naszym kraju wcale nie forsuje Bruksela, ale nasz rodzimy Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, który postuluje jak najłatwiejszą legalizację pracy cudzoziemców, a nawet całkowite wyłączenie jej spod kontroli państwa. ZPP postuluje wprost m.in. ograniczenie funkcji Państwowej Inspekcji Pracy do wyłącznie funkcji pomocowej, oczywiście PIP ma pomagać tylko przedsiębiorcom. Inspekcja nie mogłaby nakładać kar, a nawet sprawdzać legalności zatrudnienia cudzoziemców!  Chyba nie trudno sobie wyobrazić do jakich patologii doprowadziłby całkowity brak kontroli, przepisy są dziś i tak zbyt łagodne. Pozwoliły one na wydanie aż 236 tys. pozwoleń na pracę w ciągu ubiegłego roku, co daje wzrost aż o 119% w stosunku do roku poprzedniego!

 

 

Podgrupę tego środowiska stanowią osoby skupione wokół partii rządzącej. Prawo i Sprawiedliwość dając Polakom ochłapy państwa dobrobytu i patriotyczną otoczkę, przystąpiło do implementowania nam społeczeństwa na modłę zachodnią. To ciekawe, że to właśnie za czasów rządów PIS-u, który tak lubi używać antyimigracyjnej retoryki, skala imigracji do naszego kraju osiągnęła niespotykane do tej pory rozmiary. To nie są już tylko imigranci z Ukrainy, oni już teraz dla wielu przedsiębiorców okazują się zbyt drodzy i za bardzo mobilni, ale także pracownicy z Indii, Nepalu czy Pakistanu. Bariera językowa, obcość kulturowa, trudne położenie ekonomiczne czynią z tych migrantów półniewolniczą  siłę roboczą, czyli idealną dla polskich przedsiębiorców. Przez lata byli oni przyzwyczajeni do rywalizacji na rynkach międzynarodowych wyłącznie niskimi kosztami zatrudnienia, chcąc utrzymać konkurencyjność i własne zyski niszczą nasze społeczeństwo, zamiast inwestować w innowacje. Prawica chce przekonać Polaków do przyjmowania imigrantów propagując kolejne sylwetki, tzw. dobrych Polaków imigrantów, którzy powtarzają ich frazesy. Wystarczy jeden, dobry czarnoskóry “Polak”, oczywiście wyznania rzymskokatolickiego z orzełkiem na piersi, żeby usprawiedliwić ogromną skalę migracji. Przecież to dobrzy Polacy, nie to co Ci imigranci na zachodzie, którzy niszczą i gwałcą więc w czym problem?

Wreszcie dochodzimy, do trzeciej, już ostatniej strony tego konfliktu. Reprezentowana jest ona z jednej strony przez nacjonalistów, z drugiej zaś przez osoby o poglądach tradycyjnie lewicowych. Sprzeciwiamy się całkowicie masowej imigracji zauważając jej negatywne skutki na wielu poziomach organizacji życia społecznego. Jako powody sprzeciwu wobec imigracji podajemy nie tylko zaburzenie struktury etnicznej naszego społeczeństwa, obcość kulturową przybyszów, ale również ich negatywny wpływ na rynek pracy, wzrost niepokojów społecznych, a także cementowanie naszej globalnej roli jako taniej montowni zachodu. Naprawdę nie trzeba być nacjonalistą żeby zauważać negatywne skutki imigracji. Korzysta na niej wyłącznie wąska grupa ludzi, która separuje się na strzeżonych osiedlach nie tylko od imigrantów, ale również od reszty społeczeństwa. To nie oni w pierwszej kolejności odczuwają skutki imigracji, oni odczuwają tylko korzyści płynące z utrzymania dotychczasowych zysków przez obniżanie kosztów pracy, dlatego nie powinien dziwić kierunek ich działania i brak refleksji. Musimy więc swoim zorganizowanym oporem, żądać od państwa dbania o nasze interesy bo wkrótce może być już za późno.

Maria Pilarczyk,

Praca Polska