Strona główna > Artykuły

Wyborcze pobojowisko

Opublikowany 13 lipca 2020

Bez większego zdziwienia przyjęłam wyniki II tury wyborów prezydenckich. Mimo niezwykle silnej mobilizacji zjednoczonej opozycji nie udało jej się pokonać urzędującego prezydenta Andrzeja Dudę. Reelekcja prezydenta jest gwarantem kontynuacji obecnej polityki rządu, w tym programów socjalnych. Będzie też zapewne początkiem większej niezależności i podmiotowości urzędującego prezydenta. Gdzie jednak leżą przyczyny sukcesu wyborczego Andrzeja Dudy i jego obozu politycznego?

Obserwując kampanię, najbardziej uderzające było dla mnie porównywanie wystąpień obu kandydatów, a już szczególnie słuchanie ich wprost po sobie. Rafał Trzaskowski mówił bardzo dużo o praworządności, tolerancji, prawach człowieka i odsunięciu PiS od władzy, natomiast PAD o bezpieczeństwie ekonomicznym polskich rodzin, ochronie miejsc pracy czy walce z głodowymi emeryturami. Pierwszy adresował więc swój przekaz i swój program do garstki oderwanych od rzeczywistości i uprzywilejowanych ekonomicznie mieszkańców wielkich miast, drugi natomiast do zwykłych rodzin z dziećmi emerytów i ciężko pracujących Polek i Polaków, którym mimo pracy często nie starcza od pierwszego, do pierwszego. Biorąc pod uwagę ten fakt, nie powinna dziwić wygrana Andrzeja Dudy, ale to dlaczego jego przewaga nie była jeszcze większa. PiS w ciągu ostatnich lat zmobilizował przecież do udziału w wyborach masę ludzi, którzy do tej pory nie angażowali się w życie polityczne Polski. Do prawdziwej demokratyzacji życia publicznego przyczyniły się niewątpliwie programy socjalne rządu, a także odrzucenie retoryki wykluczającej z życia publicznego osoby biedniejsze, starsze i słabiej wykształcone.

Duża część wyborców jednak wciąż głosuje wbrew swoim interesom ekonomicznym, czy szerzej klasowym. Wszystkiemu winne są emocje i nieracjonalność znacznej części wyborców. Winna też jest przemoc symboliczna, która jest już stałą częścią polskiego krajobrazu politycznego. Polega ona na ciągłym umniejszaniu przez media i polityków wartości wyborców PiS. Przedstawiani są oni jako osoby bez wykształcenia i pracy, zamieszkujące wieś i pozbawione jakichkolwiek ambicji. Wiele osób pretendujących do miana elity, szczególnie w jej małomiasteczkowej, groteskowej formie odrzuca od siebie możliwość głosowania na PiS, ponieważ nie chce mieć nic wspólnego z motłochem widzianym w sąsiedzie emerycie, kasjerce z dołu czy fryzjerce zza rogu. Tego typu zdeklasowanej, samozwańczej elicie nie zostało praktycznie już nic, co ich odróżnia od pogardzanych przez siebie ludzi, ponad tę pogardę właśnie. Dlatego więc z taką pieczołowitością jest ona pielęgnowana w wielu polskich domach, niosąc dramatyczne skutki dla Polski.

Szczególną rolę w narastaniu tego festiwalu pogardy wobec zwykłych ludzi, który po raz kolejny wyniósł Andrzeja Dudę na urząd prezydenta, odegrała Konfederacja. Promowane przez nią poglądy gospodarcze, a także relacje społeczne nie mają nic wspólnego z żadną ideą narodową, powiem więcej, są jej przeciwieństwem. Wyraźnie widać, że to liberalne, antyspołeczne skrzydło Konfederacji gra w niej pierwsze skrzypce. W trakcie prawyborów Konfederacji szczerze kibicowałam Krzysztofowi Bosakowi i liczyłam, że jako kandydat na prezydenta wprowadzi on do dyskursu wiele narodowych wątków. Tak się jednak nie stało, a jego przekaz był przede wszystkim lobbingiem w interesie przedsiębiorców. Dobry wynik Krzysztofa Bosaka wpłynął też negatywnie na przebieg kampanii w drugiej turze wyborów. Sprawił, że była ona festiwalem obietnic dla skrajnie wolnorynkowych i antypaństwowych wyborców Konfederacji. Nie jestem w stanie znaleźć większych korzyści z istnienia na polskiej sceny politycznej partii Konfederacja. Dobry wynik Krzysztofa Bosaka ze względów ambicjonalnych nie odpowiada wielu liderom ze stajni Janusza Korwin-Mikke i mam nadzieję, że Konfederacja w obecnej formie nie przetrwa do kolejnych wyborów parlamentarnych.

Wciąż utrzymujące się dobre wyniki Prawa i Sprawiedliwości pokazują, że w Polsce istnieje duże zapotrzebowanie na partię o lewicowym programie gospodarczym, która jednocześnie nie walczy z wartościami rodzinnymi czy patriotycznymi. Niestety działania PiS-u są bardzo dalekie od ich deklaracji. Niemniej PiS swoją retoryką rozbudza apetyty Polek i Polaków, wprowadza do debaty publicznej marginalizowane do tej pory poglądy. Prędzej czy później wyborcy PiS zorientują się, że rozbudzone przez PiS apetyty nie mogą zostać przez nich zaspokojone i zaczną wtedy szukać swojej reprezentacji poza nim. Jest to olbrzymią szansą dla wszelkich ruchów prawdziwie narodowych i socjalnych, których czas ma dopiero nadejść.


Maria Pilarczyk